Wstyd się przyznawać, ale przygodę z serią Civilization zacząłem dopiero od części 5. Po wyjściu 6 odsłony pograłem nieco ze znajomymi w czystą podstawkę, ale nie było to jakieś namiętne giercowanie. Ostatnio jednak naszła mnie ochota na powrót i napisanie recenzji z Civilization 6. Zapraszam.

Czyż powie glina temu, co ją kształtuje: Co robisz?

Pasowałoby zacząć z wyjaśnieniem o co w serii Civilization chodzi, ale przypuszczam, że nawet jeśli ktoś nie grał to słyszał co nieco o założeniach. Stajemy na czele wybranej przez nas nacji i prowadzimy ją przez kolejne wieki rozwoju starając się przy tym zdominować naszych rywali. Brzmi znajomo dla każdego przeciętnego gracza strategii, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Nasza dominacja może przejawiać się na różnych polach – militarnym, naukowym, politycznym, religijnym i kulturowym. Dróg do zwycięstwa jest wiele i z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Wspomniane nacje również posiadają charakterystyczne dla nich umiejętności, które faworyzują dany sposób prowadzenia rozgrywki, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rozrzucać atomówki po całej mapie grając Gandhim. Wszystko w naszych rękach.

Założenie Polski zaczynamy od Krakowa, a nie od Gniezna 😉

Nawet flądra nie jest bezstronna

To jaką drogę obierzemy jest nie bez znaczenia dla państw nas otaczających. Polityka jest bardzo istotna w grze i choć ogranicza się do wybierania gotowych opcji dialogowych to jest na tyle rozbudowana, że scenariusze naszych pertraktacji mogą być naprawdę różnorodne i interesujące. Samych sposobów na wywołanie wojny mamy kilka, więc zawsze znajdzie się coś o co naszego sąsiada będziemy mogli się uczepić.

Świetnie działa system stosunków międzynarodowych. Określeni władcy będą darzyli nas sympatią jeśli wpasujemy się w ich gusta, czyli na przykład będziemy mocno rozwinięci kulturowo z wieloma wielkimi artystami w naszym kraju. Dzięki unikalnemu podejściu każdego z rządzących przekonałem się, że polityka wcale nie musi być nudna, a wręcz dodaje sporo świeżości na każdym etapie rozgrywki w Civilization 6. W Twojej gestii pozostaje dogadać się z sąsiadem lub rzucić się do gardeł jak Pakistan i Indie.

Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca

Etapów rozgrywki jest wiele, zwłaszcza, gdy wybierzemy długość gry “maraton”. Rozpoczynamy od założenia pierwszego miasta  na podzielonej heksami mapie. Początki gry (chyba, że wybierzemy inaczej) mają miejsce w erze starożytności i przed nami sporo odkryć zanim będziemy na czele prawdziwego mocarstwa. Osobiście bardzo lubię ten etap eksploracji, odkrywania cudów i poznawania sąsiednich królestw.

Z czasem przyjdzie nam wybrać wcześniej wspomnianą drogę, którą poprowadzimy nasz kraj. Nic oczywiście nie stoi na przeszkodzie, a wręcz zalecane jest, żeby połączyć np. religię z kulturą. Jaką ścieżkę byśmy nie wybrali to styl gry znacząco się różni i rozpisywać każdy z nich w tej minirecenzji byłoby absurdem. Wspomnę natomiast o kilku ciekawszych aspektach.

Palenie miast za garść bananów i stado świń. Tylko w Civilization 6.

Każdy wielki postęp naukowy zrodził się z bezczelności wyobraźni

Zaczynając od nauki. Jest dość mocno powiązana z militarną stroną naszego państwa. W Civilization 6 na początku dysponujemy małą grupką chłopaków wyposażonych w maczugi, a kończymy na mechach zasilanych uranem. Przeprowadzenie naszej cywilizacji przez kolejne wieki jest czymś satysfakcjonującym i dającym dużo frajdy, a walka rydwanu z czołgiem już na pewno wywoła uśmiech na twarzy.

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby stworzyć również własną religię. Ten typ wygranej jednak nie jest prosty do osiągnięcia, bo misjonarze mogą poruszać się po terytorium obcych cywilizacji bez żadnych ograniczeń, a to powoduje, że walka o wyznawców potrafi być niesamowicie zacięta, żeby nie powiedzieć nużąca.

Jeśli wybierzemy tylko jedną z wcześniej wymienionych ścieżek to może skończyć się to dla nas klęską. Obce cywilizacje są w stanie wydać przeciwko nam pewnego rodzaju postanowienia np. każda cywilizacja będzie miała obowiązek tłumić nas militarnie. Prócz tego co jakiś czas zwoływany jest kongres na którym również możemy ucierpieć ustanowionymi tam dekretami. Warto więc umiejętnie rozwijać nasz kraj wykorzystując wszystkie jego zalety.

Ten hełm to raczej na ozdobę, bo do walki Perykles już się nie nadaje.

Chyba możemy się zgodzić, że przeszłość się skończyła

Civilization 6 jest na tyle rozbudowana, że mógłbym rozwodzić się na poszczególnymi elementami rozgrywki w nieskończoność, ale przejdźmy do sedna, czyli moich wrażeń i recenzji. Szósta część Civilization nie została odebrana jakoś bardzo entuzjastycznie, ale dla mnie, świeżaka w serii, jest to absolutnie świetna produkcja.

Przygotowane przez twórców postacie władców cywilizacji prezentują się fenomenalnie. Muzyka to totalne mistrzostwo, nadaje klimat i przyjemnie relaksuje – wpisuje się dokładnie w to, czym Civilization 6 jest. Na pierwszy rzut oka wydaje się skomplikowana, ale podstawy można bardzo szybko opanować i zostaje satysfakcja z rozwoju naszej cywilizacji. Dodatkowo jest to produkcja typu “easy to play, hard to master”, więc cały czas będzie nas zaskakiwać.

Rozgrywka jest uzależniająca i syndrom “jeszcze jednej tury” daje się tutaj we znaki. Zanim się obejrzałem to Słońce za oknem zaszło, a rozwój mojej cywilizacji poszedł o setki lat do przodu. Mnogość dróg do wygranej, cywilizacji do wyboru, trybów rozgrywki – wszystko to sprawia, że kolejne dziesiątki godzin mijają na czystej przyjemności. Cena za tę przyjemność jest na dość wysokim poziomie, ale mimo to warto i widać to w powyższej recenzji.

Cena:

Moja ocena:
4.5/5
Doceń mnie polubieniem i podziel się z innymi, jeśli masz ochotę :)

Dodaj komentarz