Z racji cieszącym się dużym powodzeniem ⇒ pierwszej części gier dzieciństwa postanowiłem napisać drugą część. Podobnie jak w pierwszej będą to raczej jakieś luźne wspomnienia niż merytoryczne opisy. W niejednym przypadku musiałem się posiłkować pomocą internetów, żeby przypomnieć sobie konkretne aspekty. W końcu to było 20 lat temu, masakra. Zapraszam do kolejnej porcji retro gier.

Kampania Amerykanów nie należała do najprostszych i stawiała mnóstwo pytań.

1. Original War

Strategiczna gra dzieciństwa z jednym z lepszych klimatów jakie było dane mi poczuć. Podróże w czasie, konflikt największych mocarstw świata i minerał, który jest praktycznie niewyczerpalnym źródłem energii. Chyba wszyscy wiedzą jak to się może skończyć? Fabuła była fantastyczna, po kolei odkrywała przed nami kolejne tajemnica świata Original War, a ten był dość nieprzyjemny.

Tutaj dochodził aspekt surwiwalowy. Musieliśmy walczyć o zasoby, a śmierć któregokolwiek z naszych ludzi wiązała się z ogromną stratą. Było tak ze względu na system zdobywania doświadczenia i przenoszenia naszych jednostek z misji na misję. Nie chcę zbyt dużo zdradzać, ale gra nawet po latach z pewnością wniesie coś nowego do Twojego gamingowego doświadczenia i warto nadobrić. Wiem, bo grałem dość niedawno 😉

Pan Cezary Pazura jako Różowa Pantera to przejaw geniuszu.

2. Hokus Pokus: Różowa Pantera

Pierwsza moja przygodówka „point & click” z kreskówkową oprawą graficzną na wysokim poziomie. Czy jakaś gra mogła dać większą radochę kilkulatkowi niż możliwość pokierowania jednym z ulubionych ówcześnie bohaterów?

Dubbing Pana Cezarego Pazury robił robotę doskonale dopełniając klimat gry. Zagadki nie należały do najtrudniejszych, ale różnorodność lokacji odwiedzanych w trakcie przygody sprawiała, że w żadnym razie nie można powiedzieć, że gra była nużąca. Może oderwij swoje dzieci od Minecrafta i pokaż im tę gierkę?

Trójwymiarowa grafika ze spritem 2D głównego bohatera wyglądała wyjątkowo.

3. MDK

Curt Hectic próbuje uratować świat przed obcymi. Gra dzieciństwa, która robiła w swego czasu przeogromne wrażenie rozmachem. Ilość lokacji była imponująca, a grafika ociekała klimatem. Przyjemność z eksterminacji kolejnych wrogów była nieopisana.

Sama mechanika oferowała nam liczne sposoby na eksterminację wrogów, różnego typu zagadki, tryb snajperski, który wcześniej w grach nie był rozwinięty w takim stopniu. Do tego dorzućmy różne typy gadżetów i możliwość skorzystania ze spadochronu. Sporo nowości jak na grę z 1997,

Kto by pomyślał, że krokodyle są takie skoczne?

4. Croc: Legend of the Gobbos

Przygody małego krokodyla, który wyrusza na ratunek Gobbosom. Znowu gratka dla młodego chłopaczka z przyjemnymi zróżnicowanymi poziomami i kolorową grafiką. Z tego co pamiętam była dość wymagająca jak na mój wiek, więc wiele godzin spędziłem po prostu na powtarzaniu etapów. Niestety nigdy mi się nie udało ukończyć.

Przypuszczam, że teraz praca kamery doprowadziłaby mnie do szewskiej pasji, a grą do której chętniej bym wrócił jest ⇒ Rayman 2 (który się pojawił w części pierwszej zestawienia oraz w grach, które ukształtowały mój gust).       

Interfejs w formie hieroglifów świetnie się prezentuje.

5. Faraon

Jako młody chłopak zostałem przytłoczony możliwościami budowy i ekonomii w Faraonie. Później pojawił się również Zeus: Pan Olimpu, ale to w Faraonie spędziłem najwięcej czasu. Przyjemna muzyka, klimat starożytnego Egiptu i odkrywanie tajnik mechaniki strategii ekonomicznej jako dzieciak to było to.

Nigdy nie zapomnę satysfakcji z wybudowania pierwszej piramidy. Pamiętam też, że po ograniu sporej liczby godzin odkryłem, że można również tworzyć wojsko. Obecnie dalej mi się zdarza pograć, ale w Zeusa. Faraon mimo wszystko z próby czasu wyszedł dość kiepsko ze względu na toporność interfejsu, bo grafika dalej swój urok ma.

Jedna z kilku dostępnych do wyboru zbroi.

6. Shogo: Mobile Armory Division

Spędziłem w tej grze wiele, wiele godzin i to na pierwszych etapach. Wszystko z powodu mojego zafascynowania mechami (albo raczej kombinezonami bojowymi), a z tego co pamiętam, na początku musieliśmy wybrać jedną z takich maszynek do zabijania. Koniecznie chciałem wypróbować każdego.

Trójwymiarowa grafika, różnorodność broni i możliwość dewastowania nic nie znaczących dla naszej zbroi czołgów dawała mnóstwo frajdy. Do tego pierwsze spotkanie ze stylistyką anime-podobną w grze. Pełną wersję miałem oczywiście z któregoś numer CD-Action.

Wielkie dzięki za czas poświęcony na wpis o grach dzieciństwa. Jeśli jeszcze nie miałeś/miałaś okazji to zapraszam do nadrobienia ⇒ części pierwszej. Jeśli życzysz sobie być na bieżąco to zasubkrybuj kanał RSS i zostaw like’a na FB. Udanego dnia!

Doceń mnie polubieniem i podziel się z innymi jeśli masz ochotę 🙂

Dodaj komentarz

Close Menu
close

Spędziłeś miło czas? Polub mnie na FB to i mi będzie miło ;)

Obczaj moje zdjęcia!
Śledź mój kanał RSS!
Otrzymuj powiadomienia na maila! Bez spamu!