Do komputera miałem dostęp w wieku około 6-7 lat i naszło mnie na wspomnienia tych beztroskich czasów. Przed Tobą 6 gier, w które jako pierwsze zagrałem na samym początku przygody z PC. Gry są sprzed około 20 lat, nie pamiętam szczegółów, więc nie będę się silił na jakieś merytoryczne opisy, ale na luźne wspominki związane z tymi leciwymi tytułami. Oto pierwsza część gier mojego dzieciństwa.

Czy grafika nie była urocza? Nieźle jak na pierwszą odpaloną grę.

1. Lomax

To chyba pierwsza gra jaką odpaliłem. Z tego co kojarzę nawet nie potrafiłem dwukrotnie kliknąć myszką na ikonkę i byłem zmuszony na klikanie prawym, a potem otwórz. Platformówka, która jest pewnego rodzaju spin-offem gier z serii Lemmings. Jako młody szczyl byłem zachwycony kolorową grafiką i różnorodnością lokacji. Po raz pierwszy poczułem, że PC może mi zaoferować coś więcej niż pegasus.

Z tego, co pamiętam, gra do prostych nie należała, ale całkiem możliwe, że było to spowodowane tym, że byłem wtedy jeszcze totalnym żółtodziobem w świecie gier komputerowych. Świetne animacje, dbałość o szczegóły, ciekawa rozgrywka, dzięki dodatkowym umiejętnościom pochodzącym od naszego magicznego hełmu i znienawidzony etap z piratami na statku – tak zapamiętałem tę grę 🙂

Etap, który był problematyczny dla większości graczy.

2. Rayman 2

Jedna z moich ulubionych gier dzieciństwa, która pojawiła się również w ⇒ artykule o grach, które zmieniły moje życie. Co prawda zacząłem przygodę już z pierwszą część Raymana, ale nie przemówiła do mnie tak bardzo jak jej następca. Rayman 2 również jest platformówką z bajkową grafiką, ale tym razem w trójwymiarze.

Znowu interesująca rozgrywka, różnorodne etapy i świetnie przemyślane postacie. Każdy boss dawał gwarancję, że nie będzie to odgrzewany kotlet, ale coś ciekawego i nowego. Do tego humor na każdym kroku i klimatyczna muzyka. Ciężko wymienić jakiś ulubiony element, ale miło zapamiętałem etapy z dwunożnymi rakietami oraz piratami. Ciężko mi sobie przypomnieć jakąś równie rozbudowaną platformówkę obecnych czasów z równie niepowtarzalną rozgrywką.

Prawie każdy gracz lat 90 ograł Tzara ze względu na dodawanie go do niszowych czasopism.

3. Tzar

Muzyka. Charakterystyczna muzyka o specyficznym retro brzmieniu nie każdemu przypadła do gustu, ale mnie absolutnie urzekła. Co ciekawe, po dziś dzień od czasu do czasu zdarza mi się odpalić soundtracka z Tzara w tle podczas jakichś tam czynności.

Kampanii nie pamiętam zbyt dobrze, ale za to kojarzę dość ciekawe mechaniki. Mowa o zdobywaniu doświadczenia przez naszą armię, tworzeniu magicznych przedmiotów i ekwipowaniu w nie swoje jednostki. Do tego dorzucamy 3 frakcje, które różniły się pod względem oferowanych jednostek. Świetna gra, bardzo przyjemnie wspominam, a muzykę polecam przesłuchać, choćby z ciekawości.

Plecak odrzutowy Meków dawał duże poczucie swobody w poruszaniu się.

4. Giant’s: Obywatel Kabuto

Tym razem gra dzieciństwa z dużą ilością akcji, w której przyjdzie nam sterować uzbrojonym w nowoczesny sprzęt Mekiem, bardzo atrakcyjną Delfi oraz wielkim Kabuto. Rozgrywka z dużym poczuciem humoru i bardzo różnorodna, jeśli porównać wcześniej wymienione postacie. Do tego dość ciekawa, tajemnicza fabuła, ale…

Najbardziej podobały mi się etapy z elementami RTS. Naszym zadaniem była budowa bazy i było to naprawdę rozwiązane interesujące, wprowadzało element zagrożenia, bo w końcu byliśmy niejako mieszkańcem naszej bazy i musieliśmy odpierać ciągłe ataki nieprzyjaciół. Do tego raz na jakiś czas trzeba było wybrać się poza nasze rewiry, żeby zdobyć nowych osadników. Świetny pomysł i wykonanie.

Rudy oberwał z super owcy, bo... Tak.

5. Worms Armaggedon

Kto by przypuszczał, że pomysł na grę z dżdżownicami strzelającymi do siebie z bazooki przyniesie taki sukces? O ile nie wszyscy kojarzą akurat tę część Wormsów to na pewno każdy kojarzy całą serię.

Gra rewelacyjna jeśli chodzi o rozgrywkę wieloosobową przy jednym komputerze bez konieczności dokupywania kolejnego kontrolera. Do tego spory arsenał broni zrobiony z jajem. Nie ma jak pozbycie się nieprzyjacielskiego robaczka za pomocą kija baseballowego albo umiejętnie sterowanej super owcy. Do tego możliwość losowego generowania map, ustalania specjalnych warunków i mamy gierkę dzieciństwa, którą będę pamiętał na zawsze.

Na pierwszy rzut oka Pizza Syndicate posiada kreskówkową grafikę, ale wystarczy zanurkować w głębiny interfejsu, aby ujrzeć obnażone piersi.

6. Pizza Syndicate

Z perspektywy czasu wydaje mi się, że mój wiek nie był zbyt odpowiedni na tę gierkę. Rzeczy, które tam wyprawialiśmy, aby pozbyć się konkurencji nie były zbyt etyczne. Nie był to jednak jedyny aspekt, którym tytuł się wyróżniał. Mieliśmy chociażby możliwość tworzenia własnych pizzowych kompozycji z mrówkami, robakami i świerszczami w roli głównej. Wszystko przy kreskówkowej, ale mocno wulgarnej, wyuzdanej grafice.

Pizza Syndicate była niesamowicie rozbudowaną grą. Było tak wiele różnych czynników o których należało pamiętać podczas prowadzenia restauracji, że aż sam się sobie dziwię, że udawało mi się to w tak młodym wieku. Przypuszczam, że głównie za sprawą możliwości włączenia trybu automatycznego 😉

Wielkie dzięki za czas poświęcony na wpis o grach dzieciństwa. Zachęcam do zostawienia like’a na facebooku i bycia na bieżąco oraz do  kolejnej części gier dzieciństwa. Pomysłów mam sporo, więc mam nadzieje, że jeszcze uda mi się stworzyć coś, przy czym miło spędzisz czas. Miłego dnia!

Doceń mnie polubieniem i podziel się z innymi, jeśli masz ochotę :)

Dodaj komentarz

Close Menu
close

Spędziłeś miło czas? Polub mnie na FB to i mi będzie miło ;)

Polub mnie na FB i bądź na bieżąco!
Polub mnie na FB i bądź na bieżąco!
Obczaj moje zdjęcia!
Śledź mój kanał RSS!
Otrzymuj powiadomienia na maila! Bez spamu!