Na temat Resident Evil 2 będę wypowiadał się okiem gracza, który nigdy wcześniej z tą serią nie miał do czynienia. Unikałem też jakichkolwiek zapowiedzi, recenzji, trailerów i wszelkiej maści tego typu materiałów. Wszystko po to, żeby opisać wrażenia z dzieła Capcomu bez żadnego wpływu nostalgi lub jakiejś taryfy ulgowej wypracowanej lata temu.

Przeczucie gracza z 20-letnim doświadczeniem zawiodło

Intuicja podpowiadała mi, że do czynienia będę miał z grą akcji z porą dozą flaków pochodzenia nadnaturalnego i nieograniczonym zapasem amunicji… Jeśli jesteś fanem serii to pewnie w kąciku ust pojawił się uśmiech, ale jeśli, tak jak ja, jesteś totalnie zielony w serii Resident Evil to zapraszam do następnego paragrafu, bo moja intuicja zdecydowanie zawiodła.

Na początku stajemy przed wyborem kogo zniewolimy za pomocą myszki i klawiatury (lub pada). Do wyboru mamy młodego policjanta Leona lub równie młodziutką, atrakcyjną loszkę o imieniu Clair. Od naszego wyboru zależy w mniejszym lub większym stopniu jakie lokacje odwiedzimy i kogo podczas wątpliwie przyjemnej przygody spotkamy. Jeśli będziemy chcieli poznać historię w pełni to polecam zagrać obydwoma postaciami.

Tak czy inaczej trafiamy do Racoon City. Całkiem przypadkiem (albo i nie?) zostało ono pogrążone w chaosie, po ulicach przechadzają się żywe trupy, wszystko płonie, a nam nie pozostaje nic innego jak schronić się w komisariacie policji. Na pierwszy rzut oka fabuła nie wygląda na zbyt odkrywczą, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Rozbryzg mózgu to jeden z przyjemniejszych widoków w grze. Prócz Ady.

Wcale nie jest ze mnie taki fifarafa

Pierwsze chwile z grą wywarły na mnie przeogromne wrażenie. Spodziewałem się shotguna w łapie i dużych przestrzeni, żebym mógł elegancko wycelować w truposze, a dostałem malutki pistolecik i wąską przestrzeń między regałami na stacji benzynowej.

O ile do strachliwych nie należę, tak tutaj cały poddałem się immersji. Ciężki, mroczny klimat wylewa się z ekranu, a do tego cały czas towarzyszy nam poczucie zagrożenia. Przez sporą część rozgrywki grałem spięty jak plandek od żuka, a i jak wstawałem od kompa, żeby udać się do kibelka to również nie czułem się zbyt pewnie przechodząc przez ciemny przedpokój.

Ale ile razy można się przestraszyć zombiaka? Ano wiele razy. Pomijając fakt, że nietylko z nimi przyjdzie się zmierzyć. Do tego twórcy potrafili zaskoczyć mnie kilkukrotnie ciekawymi patentami na pojawie się milusińskich, którzy tak bardzo nas pragnęli przytulić. Dzięki temu uczucie niepewności nie odstępowało mnie na krok, nawet jeśli dostałem w końcu wymarzonego shotguna.

Rozłocznkowanie amunicją własnej produkcji

Tutaj jednak zaczął się odzywać aspekt surwiwalowy. Ilość znajdowanej amunicji jest mocno ograniczona, więc w żadnym wypadku ocalenie Racoon City nie będzie możliwe przez rozwalenie każdego napotkanego truposza. Nawet pomimo tego, że dostajemy możliwość wytwarzania nabojów, różnego rodzaju medykamentów, nawet na modyfikacje broni przyjdzie pora. Cały system dość mocno przypomina mi ten z The Last of Us. Prosto i przyjemnie.

Wracając do szlachtowania umarlaków. Jest to ogromnie satysfakcjonujące. Wszystko za sprawą systemu hitboxów, który pozwala nam na odstrzelenie milusińskim wszystkiego, co nam się podoba. Chcemy ich spowolnić? Strzał z shotguna w nogę skutecznie ją odrywa i zombiak musi spędzić resztę growego życia na podłodze. Mimo ograniczonych zasobów amunicji to przyjdzie nam strzelać dość często, a tak dopracowana mechanika rozczłonkowywania to zdecydowanie coś wartego docenienia.

Problemem natomaist może być zabicie nieumarłego jegomościa. Czasem i sześć kul prosto w głowę nie wystarczy, aby umarlak pożegnał się z resztką życia. Bywa to dość uciążliwe i nieraz wręcz śmieszne. Osobiście poszedłbym w jeszcze większe ograniczenie znajdowanej amunicji, ale również zmniejszenie odporności zombiaków.

Później staje się to już mniej irytujące, bo w nasze ręce wpadają mocniejsze spluwy, a nawet granaty, które pozwalają na masową eksterminację przeciwników. Do tego dorzucamy nóż do upewniania się czy zombiak aby nie symuluje śmierci. Z magnumem w ręce rozgrywka staje się nieziemsko przyjemna i daje więcej okazji do podziwiania eksplodującego mózgu przeciwnika.

Leon na wczasach gdzieś w północnej Amazonii.

Te same lokacje po raz n-ty

Prócz topienia sie w klimacie i strzelania do truposzy zostaje jeszcze rozwiązywanie zagadek. Głównie opiera się to na zdobyciu przedmiotu w jednej lokacji, a następnie użyciu go w jakiejś kolejnej, którą z kolei musimy odblokować jeszcze innym przedmiotem z jeszcze innej lokacji.

Taka mechanika wymusza od nas ciągłe wracanie do tych samych lokacji i rozkminianie czy napotkaliśmy wcześniej coś na czym moglibyśmy użyć właśnie zdobytej części. Na początku taki schemat rozgrywki do mnie nie przemawiał, ale z czasem go polubiłem i z przyjemnością rozwiązywałem kolejne, dość proste, łamigłówki. Tym bardziej, że na początku największym problemem jest zarządzanie ekwipunkiem, ale później, gdy już uda nam się go powiększyć, zabawa jest przednia.

Autorzy Resident Evil 2, jak wspomniałem wcześniej, potrafią zaskoczyć nawet w odwiedzonych wcześniej lokacjach. Tym bardziej, że zombiaki wykazują niezwykły talent do udawania martwych. Do tego na pewnym etapie rozgrywki tempo jest podkręcone jeszcze bardziej i wtedy już absolutnie nie ma co liczyć na spokojne eksplorowanie pomieszczeń, a tym bardziej nie ma czasu na nudę.

Normalnie bym tam nie poszedł...

Chyba pora coś nadrobić

To świetna gra jest. Wraz z progresem w rozgrywce klimat stał się nieco rzadszy, mniej poczucia zagrożenia, ale za to fabuła się rozkręciła. Gracz stawał przed kolejnymi pytaniami, a z czasem poznawał coraz więcej odpowiedzi (choć nie wszystkie). Poprzez rozegranie kampanii dwoma postaciami poznajemy nowe smaczki i wszystko trzyma się, brzydko mówiąc, kupy.

Słowem podsumowania – Resident Evil 2 trzyma poziom od początku do końca, choć dzięki innym aspektom rozgrywki, ale to jest właśnie urok tej produkcji. Grało mi się niezwykle przyjemnie, może z paroma dłużącymi się momentami na początku, ale później wsiąknąłem bez reszty. Wsiąknąłem tak bardzo, że z chęcią spędziłbym w tej serii jeszcze nieco czasu. Liczę na dobrą sprzedaż dwójki i powstanie kolejnych remake’ów, bo na powrót do archaicznych technologicznie poprzednich odsłon może być dla mnie za późno.

Cena gry:

Moja ocena:
4.3/5
Doceń mnie polubieniem i podziel się z innymi, jeśli masz ochotę :)

Dodaj komentarz