Od dziecka chciałem zostać ninja i w końcu mam okazję spełnić moje marzenie wcielając się w skórę Sekiro. Wszyscy mówili, że nie łatwa jest droga shinobi, ale nie przejmując się opinią innych postanowiłem podjąć wyzwanie. Pot, krew, łzy, wulgaryzmy i mnóstwo nerwów… To nie u mnie, a co konkretnie odczuwałem to już w poniższej recenzji Sekiro: Shadow Die Twice.

Blog o grach i recenzja z Sekiro

Wybierz własną ścieżkę ninja

Sekiro: Shadow Die Twice, jeśli chodzi o mechanikę, wykazuje pewne podobieństwa do poprzednich produkcji From Software z tym, że tutaj nie uświadczymy wielkich zmian w ekwipunku naszej postaci. Na początku możemy liczyć na wyposażenie w protezę lewej ręki, którą wykorzystujemy w różnoraki sposób, ale prócz tego aspektu, ekwipunek zostawiamy w spokoju i pozostajemy wierni naszej katanie przez calutką grę.

Za to nasze zapotrzebowanie na progres naszej postaci zaspokoimy rozwojem umiejętności poukładanych w różnych drzewkach. Drzewka te z kolei odblokowuje wraz z postępem w grze odnajdując konkretne przedmioty lub rozmawiając z napotkanymi postaciami. Suma sumarum będziemy mieli pokaźną liczbę skilli do wyboru, które będą odpowiadały naszemu stylowi bycia ninja. Wśród nich takie ruchy jak uderzanie łokciami i dłoniami prosto od mnichów lub przeróżne ataki powietrzne. Jest z czego wybierać.

Początkowe wrażenie ze sterowania Sekiro nie są jakieś wybitne, ale właśnie dzięki odblokowanym umiejętnością nasz wachlarz ruchów znacznie się powiększa i będziemy mieli coraz to nowsze opcje do wychodzenia z opresji. Do tego dorzućmy jeszcze sztuki ninjutsu, specjalne ataki i stajemy się maszynką do zabijania jak na shinobi przystało.

Można się przyzwyczaić, serio.

Piękno drogi shinobi

Po czasie nieco sztywna, toporna walka przekształca się w efektowną, taktyczną wymianę ciosów. Początkowo starałem się podchodzić ostrożnie do każdego przeciwnika, ale z czasem doszedłem do wniosku, że piękno systemu walki polega właśnie na naparzaniu i szybkim reagowaniu na ataki oponenta. Gdy nabędziemy nieco wprawy i umiejętności Sekiro odwdzięcza się z nawiązką, a walka sprawia mnóstwo frajdy i satysfakcji.

Sam proces pokonywania przeciwników, szczególnie tych zwanych bossami, to pasmo porażek, wyrabiania sobie odpowiednich odruchów i poznawania przeciwnika. Jednak zwieńczony jest efektownym ciosem kończącym wynagradzającym każdą naszą śmierć. Jeśli do Sekiro ktoś podchodzi jak do pierwszego lepszego slashera to głęboko się zawiedzie – zostanie wdeptany w ziemię i pożałuje, że w ogóle odpalił tę grę.

Istotą produkcji From Software jest czerpanie przyjemności i satysfakcji z progresu, którego dokonujemy z próby na próbę. Sam nieraz byłem zdziwiony jak automatycznie potrafię reagować na każde natarcie nieprzyjaciela, a sama wymiana ciosów zaczynała przypominać ustawiony filmik, który wymagał mnóstwo podejść, aby w końcu wyszedł jak należy.

Wszystko za sprawą systemu postury, która jest pewnego rodzaju kondycją znaną z innych gier. Tracimy ją, gdy blokujemy ciosy i odzyskujemy odstępując od walki i trzymając gardę. Wyjątkiem jest blok idealnie umiejscowiony w czasie, wtedy nasza postura pozostaje bez zmian, a cierpi postura oponenta. W praktyce sprowadza się to do tego, że niekoniecznie musimy zbić całe życie nieprzyjacielowi, żeby go zabić. Wystarczy, że skutecznie parujemy i atakujemy, a wyczerpanie postury u przeciwnika pozwala na wykonanie ciosu kończącego. Świetny system, który zachęca do wymiany ciosów i zdecydowanie pozwala rozwinąć się jeśli chodzi o czas reakcji.

Blog o grach i sekiro recenzja
Dźwięk krzyżowanych kling się nie nudzi...

Nic nas nie zatrzyma

Jako shinobi musimy odnaleźć się w każdej sytuacji. Gdy opanujemy walkę z jednym typem przeciwników to na niewiele się zda, bo chwilę po tym napotykamy kogoś o zupełnie innym stylu walki i zachowaniu. Pod względem różnorodności gra zdecydowanie potrafi rozpieścić i zadowolić najbardziej wybrednych.

Przez całą rozgrywkę stopniowo dawkowane są nam świeżynki w każdym aspekcie gry. Jak nie nowa technika ninjutsu to nowy typ przeciwnika lub modyfikacja do naszej protezy. Do tego dorzućmy świat pełen ciekawych lokacji, które możemy szybciej zwiedzać dzięki lince zamontowanej w naszej protezie. Ze względu na to, że Sekiro nie posiada trybu wieloosobowego w żadnej formie to twórcy mogli się skupić na zaprojektowaniu lokacji pod jednego gracza.

Wyszło im to rewelacyjnie, wszystko trzyma się kupy i zachęca do eksploracji. Co lepsze właściwie cały czas w terenach zabudowanych nie musimy poruszać się po ziemi, a po dachach i dzięki temu wykorzystywać element zaskoczenia. Motyw protezy z linką został świetnie wykorzystany, choć nie mamy pełnej swobody w wybierania punktów “czepiania” się to zostały one umiejscowione w intuicyjny i sensowny sposób. Na tyle sensowny, że liniowość nie przeszkadza, a większość naszych pomysłów na zaskoczenie wroga jest do zrealizowania.

Dzięki takim aspektom rozgrywka cały czas trzyma poziom i chce się więcej i więcej, nawet jeśli jest to soczysty wpierdol i powtarzanie fragmentów rozgrywki w kółko i w kółko. Ta gra zrobi z Ciebie masochistę nawet jeśli wcześniej takich ciągot nie miałeś. A może po prostu wybudzi w Tobie ambicję do bycia prawdziwym shinobi. Zwał jak zwał.

Shuriken w oku

Może to wszystko, co napisałem brzmi doskonale, ale zdarzają się momenty w rozgrywce o których chciałbym zapomnieć. Często wiąże się to z walką, a dokładniej z pracą kamery w mniejszych pomieszczeniach. Czułem, że zabija mnie widok, lub raczej jego brak, a nie przeciwnik i to już było dość frustrujące momentami. Trzeb to było odreagować w innych grach np. ⇒ Satisfactory. Na pochwałę zasługuje za to responsywność Sekiro na nasze polecenia i nawet jeśli początkowo irytowałem się, że nie uniknąłem jakiegoś ataku to z czasem okazywało się, że po prostu byłem chujowy.

Samo sterowanie wymaga dłuższej chwili, żeby się przyzwyczaić, a i może nie być warto przywiązywać się do standardowych ustawień. Jest tak z tego względu, że przy domyślnych ustawieniach ciężko się uleczyć poruszając się, a nie oszukujmy się, jest to dość przydatne w grze takiej jak Sekiro: Shadow Die Twice. Osobiście ustawień nie zmieniałem i jak najbardziej dało się grać, ale przydałaby się lekka poprawa w tej materii. Możemy jednak zdefiniować klawisze pod siebie, więc to nie jest wielki problem.

Recenzja gry Sekiro: Shadow Die Twice
... Podobnie jak wypruwanych flaków.

Piękna to była droga, nigdy jej nie zapomnę

Podchodziłem do Sekiro jak do każdego poprzedniego tytułu From Software tzn. z dużą rezerwą i pewnością, że będę ginął. Wiele razy i często. Taka postawa to chyba klucz do właściwego odbioru Sekiro i podołania ścieżce shinobi. Jeśli uważasz się za prawdziwego gracza i jesteś fanem gatunku to uważam, że warto podjąć to wyzwanie i chwycić za katanę tak jak ja to zrobiłem. A jestem graczem totalnie casualowym. Satysfakcja płynąca z umiarkowanie trudnej rozgrywki jest duża, a jeśli jarają Cię klimaty dalekiego wschodu to nie ma co się zastanawiać. Natomiast jeśli z grami From Software nie miałeś do czynienia to tym bardziej uważam, że jest to odpowiedni tytuł, żeby rozpocząć przygodę z produkcjami soulsowymi.

Cena:

Wymagania sprzętowe Sekiro: Shadow Die Twice:

  • Procesor: Intel Core i3-2100 lub AMD FX-6300.
  • Karta graficzna: Nvidia GeForce GTX 760 lub AMD Radeon HD 7950.
  • Pamięć: 4 GB RAM.
  • System operacyjny: Windows 7 lub nowszy (64-Bitowy).
  • Sporo umiejętności, modyfikacji do protezy i technik ninjutsu.
  • Feeling walki mieczem.
  • Odkrywanie nowych elementów przez całą rozgrywkę.
  • Satysfakcja z rozdupczenia długo katowanego bossa.
  • Dość wysoka cena.
  • Momentami praca kamery.
Moja ocena:
4.5/5
Doceń mnie polubieniem i podziel się z innymi jeśli masz ochotę 🙂

Dodaj komentarz

Close Menu
close

Spędziłeś miło czas? Polub mnie na FB to i mi będzie miło ;)

Obczaj moje zdjęcia!
Śledź mój kanał RSS!
Otrzymuj powiadomienia na maila! Bez spamu!