Rogue-like jak każdy inny?

Tym razem coś spokojniejszego od takiego choćby ⇒ The Binding of Isaac. Wybieramy jedną z trzech klas, do łapy dostajemy karty i naszym celem jest pokonanie potężnego jegomościa na szczycie wieży. Bardzo podobnie jak w niedawno opisywanym ⇒ Book of Demons, ale w drugą stronę 😛 Jak w większości rogue-likeów mamy tutaj permanentną śmierć i przy każdym nowym podejściu pozostaje nam rozpoczęcie gry od początku, ale w tym tkwi urok gatunku.

Klasy, które mamy do wyboru znacząco się od siebie różnią i charakteryzują się innymi mechanikami. Do wyboru mamy odpornego wojownika, łotrzycę z łatwością przebierającą w swojej talii oraz mecha posługującego się kulami mocy. W ciągu gry w Slay the Spire staramy się jak najlepiej wykorzystać ich zalety dodając do naszej talii karty z odpowiednią synergią. Karty te możemy kupić w sklepikach rozsianych po drodze na szczyt wieży lub po każdej wygranej walce z przeciwnikiem.

Na szczyt iglicy prowadzi kilka dróg, więc rozgrywka pod tym względem nie jest całkowicie liniowa. Choć stwierdziłbym, że różnice w możliwych ścieżkach są dość znikome. Mimo wszystko daje to pewne pole do manewru i dostosowania drogi do reliktów, którymi dysponuje nasz bohater. W Slay the Spire relikty pełnią rolę ekwipunku naszego protagonisty. W ich posiadanie możemy wejść przez zakup u handlarza lub pokonanie mocniejszych, elitarnych przeciwników.

Mech Defect to zdecydowanie moja ulubiona postać.

W dzisiejszych czasach wyjście z early access to wielkie wydarzenie

Slay the Spire w końcu się to udało. Mimo wszystko spora liczba graczy już posiada swój egzemplarz produkcji Mega Crit i przypuszczam, że stało się dzięki ocenom na Steamie. W dniu pisania tekstu jest to ponad 23 000 przytłaczająco pozytywnych ocen!

Zdecydowanie mamy do czynienia z solidnym przedstawicielem karcianego gatunku rogue-like. Gra wciąg niesamowicie, ale dopiero po przegraniu pierwszych kilkunastu/kilkudziesięciu minut. Rozpoczynanie rozgrywki na nowo jest dość monotonne ze względu na to, że dysponujemy bardzo ograniczoną talią i właściwie tylko jednym reliktem. Tutaj z pomocą przychodzi tryb Daily Challenge oraz Custom Mode, które oferują przeróżne modyfikatory w tym takie, które wpływają na naszą startową talię.

To czego mi brakowało to typowe dla gatunku rogue-like odblokowywanie nowych, interesujących rzeczy przy każdym kolejnym podejściu. Tutaj są to teoretycznie karty, w których posiadanie i tak jesteśmy w stanie wejść w ten czy inny sposób. Jakoś nie czułem się odpowiednio wynagrodzony za trud pokonywania monstrów.

Panom z Mega Crit ukończenie gry trochę zajęło, ale było warto.

Ostrzeżenie

Słowem podsumowania – gra jest zdecydowanie warta zakupienia, ale tutaj muszę Cię ostrzec… Jeśli planujesz w tej produkcji spędzić wolne 30, może 60 minut to nie jest to najlepszy pomysł. Gra wciągnie Cię jak bagno i zanim się obejrzysz będą to 2 lub 3 godziny. Sam zasiadłem do Slay the Spire późnym popołudniem i zanim się obejrzałem trzeba było się kłaść, bo do roboty nikt za mnie nie pójdzie. Chyba, że… Jacyś chętni?

Cena gry:

  • Klimatyczna oprawa dźwiękowa i graficzna.
  • Trzy unikalne klasy.
  • Spora ilość kart, reliktów i kombinacji z tym związanych.
  • Tryb Daily Challenge i Custom Mode.
  • Wciąga jak nie wiem co!
  • Monotonny początek rozgrywki w standardowym trybie.
  • Liche nagrody po zakończonym podejściu.
Moja ocena:
4/5
Doceń mnie polubieniem i podziel się z innymi jeśli masz ochotę 🙂

Dodaj komentarz

Close Menu
close

Spędziłeś miło czas? Polub mnie na FB to i mi będzie miło ;)

Obczaj moje zdjęcia!
Śledź mój kanał RSS!
Otrzymuj powiadomienia na maila! Bez spamu!